Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi nahtah z miasteczka Raciborowice G. k/Bolesławca. Mam przejechane 86729.86 kilometrów w tym 5888.45 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.48 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcejo mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy nahtah.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Fanaberie

Dystans całkowity:637.44 km (w terenie 11.58 km; 1.82%)
Czas w ruchu:28:40
Średnia prędkość:22.24 km/h
Maksymalna prędkość:70.30 km/h
Suma podjazdów:1477 m
Suma kalorii:17882 kcal
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:49.03 km i 2h 12m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
35.12 km 0.00 km teren
01:40 h 21.07 km/h:
Maks. pr.:36.40 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:155 m
Kalorie: 1015 kcal
Rower:9-NYSKEY

Oczy szeroko zamknięte

Wtorek, 25 grudnia 2018 · dodano: 25.12.2018 | Komentarze 0

Znalazłem się w matni, w pułapce bez wyjścia a czułem, że to sen lecz wyjściem było obudzenie się, oczy szeroko otwierałem ale w podświadomości wiedziałem, że są zamknięte. W końcu znalazłem rozwiązanie i siłą woli, spocony nie miłosiernie, wyrwałem się z tej nieprzyjemnej pułapki i otworzyłem oczy.
O dziwo, nie byłem w ogóle spocony, nawet nie zmęczony, wręcz wypoczęty, wszystko co czułem było snem a za oknem padał deszcz. Śniadanie i nieodparta chęć na rowerowanie.
Idę a raczej jadę, nie baczę na lekką mżawkę i jadę i jadę a mrok rozpływa się w szarości poranka, asfalt lustrem pokryty, odbija kłębiące się chmury z których zaczyna mocniej padać ale jadę i jadę i jadę nie przerwanie pre do przodu - to nie sen ale i nie jawa to inna rzeczywistość, szalona, mokra i z wiatrem w plecy.
Zakręt wije się za zakrętem, kierunek północ, wschód, północ i zachód i wiatr w twarz, spowalniam ale obieram trasę na drogę tysiąca kałuż - błąd - kałuże są ale nie mini bajorka lecz jeziora, od brzegu do brzegu drogi, przechodzi mi wariacja po szutrach i zawracam.
Wiatr w plecy popycha, pieści czule żagle Nyskey-a, by za kolejnym zakrętem przywalić z nienawistnym impetem, deszcz wzmógł opad, kłując siłą wiatru odsłonięte policzki, naciągam maskę i dociskam korby, jakby to coś pomogło w walce ze ścianą mokrego powietrza z zachodu.
Przedarłem się w okolice spokoju i relaksu, do domu "Rowerowa Autostrada Dwóch Zamków". Odpuszczam "Złoty Młyn" i gnam główną do Warty wreszcie czysty powiew w plecy, zatapiam się w myślach po kres neuronowych przekaźników i na kilka kilometrów odpływam, nie czuję wiatru, ni deszczu, ni potu tylko wibracje matki ziemi, która drga na wszystkich falach i niesie mnie a skrzydłach bytu, czule pieszcząc każdą myśl a w domu kawa i niedokończone wczorajsze puzzle.;)))))




Dane wyjazdu:
52.75 km 0.00 km teren
02:07 h 24.92 km/h:
Maks. pr.:43.10 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Wybór...

Sobota, 23 września 2017 · dodano: 23.09.2017 | Komentarze 2

Jak co dzień, przebudzony wcześnie, staję przed wyborem, Jak daleko, gdzie i jak szybko a za oknem szaro, szaro buro i ponuro.
Wracam pod kołdrę na ciepłe, gładkie nóżki, zapowiadali deszcz więc leniuchuję z przyjemnością ale w końcu, poranna kawka wypędza lenia.
10,00 jestem już w rowerowych ciuchach - jadę - jest sucho i do Iwin cudownie, pierwsze krople nie zapowiadały niczego optymistycznego, na widokowym, okulary mocno już skroplone ale mam błotniki (efekt ostatniego moczenia) kilka spięć między neuronami i myśl o kierunku jazdy wybrana, skręcam na Lubków z myślą o pętli na Wartę a tu znowu sucho, wybór poprzedni anulowany.
 Pomysł porannego przebłysku o Krępnicy, zaczyna nabierać realnych kształtów, przeskakuje Lubków, Tomaszów i pędzę na Kolonię, Kraśnik Górny a w Dolnych jeszcze mogłem pociągnąć na Bolec lecz ciężkie ołowiane chmury nie rosiły wilgocią więc wybór oczywisty N.W.K. i na Dąbrową. 
W lesie, uspokojony symfonią ciszy, rozluźniony, zadowolony, pogrążony w myśli przelotnej, chłonąłem energię z "Muzyki Ainurów" aż tu nagle, z lasu po lewej, z wielkim hukiem, zerwał się jeleń  i jak strzała, przeciął mi drogę w odległości nie wielkiej, wręcz kolizyjnej.
Trwało to ułamki sekund a wydawało się, że wieki całe, potężne cielsko, rogi olbrzymie i ten pęd kilogramów żywej wagi, ufff! blisko było, roztrzęsiony nagłym wydarzeniem dojechałem do Dąbrowy.
Krępnica i jej wody, tam zawsze przychodzi mi do głowy cytat z 23-go psalmu "....i prowadzisz mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć..."
W Bolesławicach rzut okiem na daniele w zagrodzie i dalej obwodnicą w Bolcu, do mostu nad traktem kolejowym, spokojnie a na moście, amerykańskie marines, opanowali go w liczbie mnogiej i pomiary robili - pewnie sprawdzali czy im tam wozy bojowe przejadą.;)))
Powrót stałą, sobota a ruch spory, objazd daje popalić naszym gminnym asfaltom.;)))

Koniec wpisu, za oknem leje jak z cebra a z TV  leci "In the Mood for love" Szigeru Umebajaszi, odlatuję w melancholie jak pelikan po jedzeniu.;)))


Kategoria Fanaberie


Dane wyjazdu:
43.94 km 0.00 km teren
01:50 h 23.97 km/h:
Maks. pr.:46.50 km/h
Temperatura:17.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

NIM...

Czwartek, 21 września 2017 · dodano: 21.09.2017 | Komentarze 6

I właśnie teraz gdy do wpisu usiadłem, z głośnika popłynął Walc Szostakowicza, wsłuchałem się namiętnie przypominając sobie przebieg trasy.
Nim - ant nad anty, wyrwał mnie na jazdę po wzgórzach Zagrodna i Pielgrzymki, czas to był na fajerwerki - Szostakowicz się skończył i popłynął Wampirzy Walc, podgrzał atmosferę a na wizji przypominania.....


....samotne drzewo, na szerokim polu, w gorejącym zachodzącym słońcu cień rzucało - widok z Pielgrzymki....


....piękny widok, wpadam w melancholijny nastrój pod wpływem kolejnej piosenki śpiewa -  Simon i Garfunkel....


....asfalt niczym lustro odbija promienie, rozpływam się pod wpływem niebiańskiego głosu z muzyką Ennio Morricone i zapominam na chwilę dokąd ta droga, tylko na chwilę, to trasa na Nowe Łąki z Pielgrzymki....


....jeszcze przed Nowymi Łąkami wpadam w pole, jakieś 100m, by złapać w słońcu, wieżę obserwacyjną w Nowych Czaplach, udaje się.
Ukontentowany trafnym wyborem dzisiejszej jazdy, smakuję gładkie dywany z Nowych Łąk do N.W.G przez Czaple, pruje się tam wyśmienicie, nie licząc dwóch krótkich podjazdów.
Potem w N.W.G.  900m tarki i znowu raj dla kół Nimanta - 4km do R. po gładkim jak lustro czarnym dywanie.
Mrok opadał na ziemie powoli, więc nie włączałem drogowych świateł i tak dojechałem pod naszą górkę, ledwo zsiadłem z poziomki a tu WolfPL za moimi plecami - zaskoczenie.
Cześć, cześć, krótka wymiana zdań i do domu na kolacyję.;)))

Trasa.R. Iwiny, Ganczary, Olszanica, Zagrodno, Uniejowice, Wojcieszyn, Pielgrzymka, Nowe Łąki,Czaple, N.W.G. Sędzimirów, R.



Kategoria Fanaberie