Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi nahtah z miasteczka Raciborowice G. k/Bolesławca. Mam przejechane 85677.04 kilometrów w tym 5776.97 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.48 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcejo mnie. button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl
Statystyki zbiorcze na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy nahtah.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Regionalnie

Dystans całkowity:12055.12 km (w terenie 564.56 km; 4.68%)
Czas w ruchu:557:16
Średnia prędkość:21.63 km/h
Maksymalna prędkość:64.70 km/h
Suma podjazdów:14771 m
Suma kalorii:154172 kcal
Liczba aktywności:278
Średnio na aktywność:43.36 km i 2h 00m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
26.98 km 11.26 km teren
01:49 h 14.85 km/h:
Maks. pr.:39.10 km/h
Temperatura:0.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:2-NUGGET

Magiczna kraina "W"....

Sobota, 7 lutego 2015 · dodano: 07.02.2015 | Komentarze 6

....."WARTA" jest obejrzenia, podziwiania, zwiedzania.
Słońce to silna motywacja, w powrocie z cotygodniowych zakupów, jego moc przebijająca się przez szyby samochodu, zobligowała mnie do zażycia używki zwanej - rower.
Zapakowany w rowerowe ciuchy, z kaskiem na głowie, w trybie przyśpieszonym "umyłem" samochód - na sucho prawie, tzn. starłem na wilgotno  z karoserii "sól ziemi tej" inaczej suszarkę asfaltów.
Słońce mocno juz operowało na nieboskłonie, gdy wyprowadziłem Nuggeta - dziś on królował  bo szutry na przejazd żem mianował.
Na pierwszy ogień "kaniony" R.


To z Grodźcem było nie bardzo i zostało co widać, czynna odkrywka przy starej cementowni.


Zamarznięta głębina w centrum R. stara kamionka.

I zachodnie pejzaże a gdzieś tam gdzie droga w polu wiedzie i ciąg drzew pustkowie to kończy, Żeliszów

Śladów rowerowych kół, wiele i tym tropem ruszyłem a gnałem starym torowiskiem bez torów, do boczniówki czarnej co do Iwin wiedzie
i drogą działkowiczów na cmentarz.
Chwila zadumy, z góry nad osiedlem i zjazd wąwozem umarłych 400m.
Uczucie chłodu dopadło i mnie i rower lecz nie z chłodu bynajmniej.
Wzdłuż  drogi, nocą, ogniki niebieskie długość tej trasy tyczą, nocą mroczną nie 400em tylko 40kaem to jej miara
i tak do rana, do pierwszych promieni błądzić - dla wybranych to kara.
Jednak w dzień to minuta z górki i wjazd na drogę niekończących się wiatrów i asfalt "konduktów" w dzień dla żywych za umarłym, w nocy umarłych za żywym .
Dopadam głównej i przy świątyni - Kościoła Pańskiego -  w prawo i do farmy Lubkowa, małe kółeczko i do głównej stała trasa do Tomaszowa, pod wiatr mocny, zimny, lodowaty - ściana potu i wyczerpania. Szacun! dla mocarzy maratonów, wyścigów, wyczynowców i rekordzistów - za charakter. Dla mnie amatora-domatora te parę minut to szczyty wysokich gór, bezkresy wielkich wód i pustynnych przestrzeni - szacun!
Tomaszów ledwie początek zahaczyłem  by pędem  rowerowym wbić się w kolejny szuter.


Niespodzianka, bajorko zamarznięte, mocne lecz zdradliwe, obszedłem dookoła i pod górkę z Tomaszowa.


Dojazd do Szlaku Św. Jakuba, szlaku ze wschodu pielgrzyma, drogą zwaną Camino de Santiago do Santiago de Compostela.

Fota przy pierwszym drzewie, tu zawsze czuć odosobnienie mimo, że do cywilizacji dwa kroki w bok. Równoległa trasa ze Zgorzelca do Wrocławia przez Bolesławiec, Chojnów i Legnicę.


Zostawiłem drzewko w swej samotni  i do głazów zaklętych z pól wyciągniętych,
wzdłuż drogi złożonych
jak mury jak progi,
dzieląc pole od pola
i pola od drogi



Czasami w szparach między nimi, rogaty zwierz się chowa, zaklęty w szczelinie
trwać będzie
bo zapamiętany pstryknięciem
nie zginie



Set metrów dalej "Fangorn" uśpiony, na końcu światełko w tunelu, droga do raju - tak sobie pomyślałem strapiony,
czy czasem nie jestem widokiem "kuszony"?;)


Wypluty z magicznego lasu, z poczuciem odrodzenia, przez pola Kuduka do trasy znajomej i na Warte.

Drogą Bolec- Złotoryja  i w Warcie śmieciową trasą  na Złoty Szlak Rowerowy Warty koło Wapiennika i wielkiej kupy "g".....i składowiska słomy do ....


...hałdy zrywu asfaltowego, przypominającego mi górę z "Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia"


124 stopnie....


....do właśnie tego widoku, punkt widokowy na Karkonosze, Grodziec, Krzyż w Wilczym Lesie i prawie całą krainę "W" choć dziś góry zamglone.

Przepełniony zachwytem i radością wpadłem na między polną i urwałem osłonę łańcucha, jak na złość nie brałem sakw w których zostały opaski szybki montaż, więc improwizacja i na główną z Iwin do R. Do kulałem się te trzy kilosy by po raz kolejny wjechać w tym roku pod osiedlową górkę, pod którą już staram się nie wjeżdżać bo za stroma a kolana mówić  stop mocnym podjazdom.;)







Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
36.45 km 0.00 km teren
01:35 h 23.02 km/h:
Maks. pr.:42.00 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

I co!!!!!!!

Sobota, 31 stycznia 2015 · dodano: 31.01.2015 | Komentarze 3

W tygodniu odebrałem ramy Nubian-a i Nysken-a z piaskowania i malowania a że dziś pogoda, to odpuściłem sobie zakupy i rowerem do żelaznego na Kościuszki. Parę śrubek do skręcania nowego projektu(Nysken).
Pogoda wymarzona, słoneczna, wietrzna co prawda i zimna - wiatr południowy i południowo-zachodni lodowaty - ale sucha nawierzchnia, ruch umiarkowany i przyjemność rowerowego pędu.:))))
Na powrocie między Wartą i Iwinami, tam gdzie barierki nowe postawili by auto do rowu nie wjechało, gdy byłem już na równi z tymi metalowymi "zderzakami" usłyszałem za sobą, ciężkie hamowanie dużego wozu(ciężarówka) z przodu osobówka, linia ciągła podwójna, na pobocze uciec nie mogłem(barierka), przykleić się do niej też nie mogłem bo na liczniku 34km/h(w tym miejscu lekko z górki) ciężarówka mimo zwolnienia prędkości, zrównała się zemną i pruła na trzeciego i w tym przypadku, przegrywa najsłabszy czyli rower, na szczęście ten z przodu przyhamował i ciężarówka zdążyła mnie wyprzedzić - uf.:)
Miłościwie nam panujący Pan Wójt dobrze wykonuje swoje obowiązki dbając o bezpieczeństwo społeczności mobilnej (samochody) lecz rower to też pojazd i wymaga odpowiednich dróg. Takowa jest - do zrobienia - parędziesiąt metrów od głównej i równoległa, starym torowiskiem relacji Bolesławiec - Nowa Wieś Grodziska.
Wiem, że brak funduszy na drogę rowerową z Bolesławca na Grodziec ale można częściowo zacząć np. od odcinka Iwiny-Warta i o taki wariant będziemy postulować.
Niedługo zaczniemy zbierać podpisy w tej sprawie a w maju wstępna data 24, planujemy zorganizować - wzorem z Jeleniej Góry - Pierwszą Gminną Paradę Rowerową o długości trasy 23km - rozmowy podjąłem i coś się zaczyna powoli wykluwać z zeszłorocznego pomysłu.:)

P.s. Zdjęcie drogi z barierkami  we wpisie wycieczki pod tytułem "Cisza".

Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
50.74 km 0.00 km teren
02:23 h 21.29 km/h:
Maks. pr.:39.10 km/h
Temperatura:3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Sen i Jawa

Niedziela, 4 stycznia 2015 · dodano: 04.01.2015 | Komentarze 4

Sen!


Z Dudysią wylądowałem na Wrocławskim rynku wśród tysiąca straganów, wypatrzyłem poziomkę, że cęna 26 zeta
nabyłem od ręki i pojechałem wypróbować.
Tak dobrze się jechało, że zajechało mi się do lasu, jechałem wzdłuż leśnej rzeczki, minąłem polankę i dotarłem do zakola.
Gorączka upalnego dnia zagnała mnie do wody, zrzuciłem szmaty i już, już zanurzałem palce stopy gdy uwagę mego wzroku przykuło potężne przewrócone drzewo - sekwoja pomyślałem ale w tym lesie?! I nagle spostrzegłem, że pod tym olbrzymim pniem leżą trzy lwice, bestie krwiożercze rozleniwione, spały.
Wycofałem się znad wody, włożyłem ciuchy i do poziomki a ona wredna zmieniła się w prawdziwą poziomkę rozmiarów XXXXXX .
Nim zdążyłem ogarnąć w czym rzecz, moje nogi niosły mnie do polanki, którą wcześniej mijałem.
Dotarłem tam iście sprinterskim biegiem i stanąłem wryty. Na polance leżały trzy lwice a jedna pazurem dłubała w swych długaśnych kłach. Spostrzegła mnie i znieruchomiała  z pazurem między tymi kłami. Tak gapiliśmy sie na siebie i gapiliśmy a w mojej głowie szalała "bóża mózgóf".
Cokolwiek by mi nie przyszło do głowy to i tak koniec końców, kończyłem między zębami bestii, wyobrażając sobie jak moje resztki wydłubuje pazurem  zza zębów, gdzie pewnie przejmująco tkwiłbym resztkami swego ciała,brrrr.
Czas mijał i mijał a w głowie nic, żadnych pomysłów i nagle poczułem dotknięcie ramienia czasu i kwilenie. Lwica zaczęła się zmieniać a mnie z trwogi otwierać oczy i otwieram oczy i widzę na legowisku żabki (naszego pieska)  siedzącą bestię, przeobrażającą się w naszego pieska.
Godz. 6.00 czas z psem na spacer a magia snu długo jeszcze trwała w mojej głowie skołowanej.


Jakieś foty się znalazły;)

Jawa!


O 6,00 z pieskiem na spacerze.
Pogoda nie napawała optymizmem ale to dopiero 6.00.
Spać już się nie kładłem, joga, fizyka i śniadanie.
Porządki, kawka i - za oknem się rozpogadza.
Wpadam w cichy rowerowe i na rower, pomysł na trasę - stała więc do Iwin
silny wiatr weryfikuje moje zapędy i w prawo do centrum i na Lubków tam mnie poniosło do Wilczego....
Szczytnica pod wiatr ledwo ukulałem i tak do Kol,Kraśnik a tam znowu mnie poniosło, miast w lewo do Kruszyna to ja w prawo do Górnego  i na Dolny,  boczniówką do Bolca.
Na tej drodze pod krzakiem róży, mała grześkowa konsumpcja bo prąd uszedł, próba uchwycenia gradowej bieli spełzła na niczym - baterie padły.
Do obwodnicy z bocznym wiatrem i obwodnicą do ronda.
Ruch migrantów na zachód spory - auto za autem.
Do Kruszyna z wiatrem w plecy a na asfalcie taniec gradowego opadu, rozdmuchiwanego przez wiatr falami jak na rzece.
 Do Łazisk i czując osłabienie wiatru skręciłem w prawo na poligon - błąd spowodowany ułudą wynikłą  z jazdy wśród zabudowań. "Wiater" niechudy  a do głównej "kilometer" potem gładko do Iwin z wiatrem w plecy, boczny do R. i w pełnym słońcu na górkę.
Boska jazda - a w oczach skry radości.
Włączam muzykę z "Aleksandra"(wedle uprzejmości Roberta) i siadam do wpisu na bikes....a Dudysia w miłym ciepełku zalicza drzemkę czekając, aż skończę by móc wypić popołudniową kawkę.;)

Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
52.84 km 1.79 km teren
02:31 h 20.99 km/h:
Maks. pr.:48.30 km/h
Temperatura:7.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Z mroku

Czwartek, 25 grudnia 2014 · dodano: 25.12.2014 | Komentarze 6

Miesięczna przerwa rowerowa, wymuszona czynnikami zależnymi głównie ode mnie, spowodowała zapaść kondycyjną, co mogłem doświadczyć dzisiejszego poranka, gdy promienie słoneczne wyciągnęły mnie na rower. Wyszedłszy jednak z tego mrocznego doła zrobiłem rundkę, taką nie typową trasą, praktycznie odwróconą kierunkiem na częściowej trasie ale ciekawej.
Jechałem sam, Dudysia kultywowała tradycję, mocno ściśnięta w jej objęciach.;)

Trasa; R. Iwiny, Lubków, Tomaszów koło piekarni, Kraśnik Górny, Kraśnik Dolny koło wyremontowanego starego cmentarza, Dąbrowa, Krępnica, Bolesławice, Bolesławiec przez stare baseny i mostek dla pieszych na Bobrze, ul. Śluzowa i  nowo powstające osiedle na ul, Rotmistrza Pileckiego, chodnikiem do ul, Willowej i na Jeleniogórską, nowe baseny i do strzelnicy, droga ppoż. nr25 i na główną do Starych Jaroszowic i tam góreczka gdzie musiałem dopchać rowerek, bo spuchłem nie wiedzieć czemu. Czy to wpływ obżarstwa świątecznego?;) Czy miesięcznej przerwy rowerowej? Żeliszów, w którym również złaziłem z rowera i pomyślałem, że to chyba lenistwo.;) i Raciborowice.:)


Jeden z trzech bliźniaków w którym prace zewnętrzne już zakończyliśmy.:)

 I Wesołych Świąt  Wszystkim Rowerzystom i Rowerzystkom.:)
Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
48.22 km 3.10 km teren
01:59 h 24.31 km/h:
Maks. pr.:48.60 km/h
Temperatura:9.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Przed obiadem

Niedziela, 16 listopada 2014 · dodano: 16.11.2014 | Komentarze 0

Trasa: R. Iwiny, Warta, Łaziska, Łaziska Ożarów, ppoż. nr. 25, objazd strzelnicy, Bożejowice, Bolesławiec - ul. Lubańska, Śluzowa, Gdańska, koło basenów, Zgorzelecka i obwodnica, Kruszyn, Kruszyn II, kol. Kraśnik, Tomaszów, Lubków, Iwiny, R.:

Wietrznie a w Tomaszowie złapał mnie deszcz, ogólnie jechało się supersko a początkowy chłód nie doskwierał tak jakby się wydawało przed wyjściem z domu.:)

mostek z Gdańskiej na baseny, przyjemny skrót rowerowo-pieszy


Nimant nad Bobrem a tiruśkompan miał chrapkę na kłódkę i jemu brakuje żelaza tak jak mi?;)

Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
52.30 km 0.00 km teren
01:59 h 26.37 km/h:
Maks. pr.:44.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Pejzarze chmur

Środa, 27 sierpnia 2014 · dodano: 27.08.2014 | Komentarze 4

Po kawce zapadłem w drzemkę i tak z godzinę zeszło nim się ocknąłem, skoczyłem od razu do okna, jednego potem drugiego, ciemne chmury z ciemnymi smugami nie napawały do zbytniego optymizmu ale miałem go w zanadrzu sporo, więc w ciuch rowerowy i w trasę. Już na zjeździe poczułem wiatr ale dopiero na dole zderzyłem się ze ścianą powietrza, pchaną frontem z północy. Z trudem sforsowałem drogę do Iwin, tam odbiłem w prawo i na Lubków koło świetlicy, chwila oddechu i do Lubkowa znów pod wiatr, skręt w lewo na Wilczy Las i na zakręcie na moment odetchnąłem by wyjeżdżając zza zakrętu oddech stracić na widok przede mną. Do pedałowałem kilkadziesiąt metrów by mieć lepszy widok i cyknąłem fotę, jedną, dwie ,trzy.....napawałem się tym cudem chwilę w towarzystwie dwóch jegomościów smakujących browara pod drzewkiem. Pomknąłem dalej podziwiając pejzaże niebiańskie chmurami malowane. Z każdej padał deszcz, z jednej nawet doszedł mnie grzmot a  z jednej cudo do ziemi schodziło, jak strzała - tęczy kawałek a obok druga słabsza.
Przeleciałem drogę do Wilczego Lasu z tęczą przewodniczką i skręt na Szczytnicę, wiatr przycichł i ustał o dziwo już do końca tej jazdy. Szczytnica była szybka w Tomaszowie skręt w prawo na Krzyżową. Na moście nad A4 dwóch bikerów, palili papierosa (albo jakiegoś skręta  bo się dzielili machem raz za razem) nie zatrzymywałem się bo razi mnie świadoma profanacja płuc Za Krzyżową mała zmiana odzieży (bo zimnica się zrobiła)i do Kraśnika, miało być na Łąkę ale późna pora zobligowała mnie do przemknięcia prosto na Bolec. Obwodnica i starymi szlakami do R.:)
Mus wozić lampy bo mrok coraz wcześniej sie pojawia.:)
Tęcza co mnie zszokowała ale fota nie oddała tej niesamowitości


Gdzieś tam w oddali ziemię skropiło a chmura wolnym pędem sunęła na południe


Znowu Kraśnik i zapowiedź Dożynek


Na trasie z Krzyżowej do Kraśnika, w lusterkach wyskoczył mi ten widok, tęcza goniła tęcze tego dnia


i wyłapałem zachód słońca obok Badera
Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
36.87 km 0.00 km teren
01:13 h 30.30 km/h:
Maks. pr.:50.10 km/h
Temperatura:18.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Rzeczywista nie rzeczywistość

Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 · dodano: 25.08.2014 | Komentarze 2

Pęd, szum, znikające obrazy.
Opieram głowę o zagłówek, czym otwieram panoramiczny ekran.
 A w nim;
 sunące ciężkie chmury, szybujące ptactwo gatunków wielu,
 roślinność bujna i niknące drzewa  nie tykane wiatrem i
czarna wstęga wijąca się przede mną jak rzeka.
Chwilę zaledwie, koncentruję wzrok na udach, zginających kolana
i na kostkach przed czarnymi butami w kropki czerwone, które!
prawy pcha lewe, lewy prawe pedało.
Co ja plecę? To nie sen to jawa i raczej odwrotnie to robią ale już się nie zastanawiam nad istotą tego wywodu,
Spojrzeniem na zachodni widnokrąg, utwierdzam się w przekonaniu, że ciemne smugi z chmur czarnych to deszcz lecz
widok ten nie budzi niepokoju, choć to kierunek mojego znoju.
Docieram tam po czasie, którego nie liczę
kółko na rondzie i do bram niebios na chwilę postoju.
Cykam fote i ruszam, czując mokry chłód ale nie potu lecz deszczu - kropli paru - zaledwie.
Skrzydła rozpościeram gotowy do skoku i lecę, bo szybkość potęgowana wiatrem,
zabiera mnie z pod chmury ołowianej i naładowany emocjami
wracam do ciepłej, przytulnej przystani.:)

Trasa;  z R. przez Iwiny, Lubków, Tomaszów, Kraśnik Kol. Kruszyn, uliczki w Kruszynie, rondo przy PZZ-ach, Kruszyn, Łaziska, poligon, Łaziska, Warta, Iwiny i do R.:)


Bramy niebios w czarnych, ołowianych chmurach otwierają  swoje wrota



Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
60.29 km 0.00 km teren
02:32 h 23.80 km/h:
Maks. pr.:61.40 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Zmieniona trasa

Sobota, 23 sierpnia 2014 · dodano: 23.08.2014 | Komentarze 0

Plany zrobienia 100km wzięły w łeb, zakupy kolidują z jazdą na taką odległość - czas ucieka szybko. Trasa; z R. na Ustronie, Żeliszów, Stare Jaroszowice, Nowe Jaroszowice i "manhatan". Pojeździłem po bazarze w celach czysto konsumpcyjnych (miód, żelki, czekolada)przy okazji wdałem się w pogadanki na temat poziomek i spotkałem ojca i brata z żoną, wymieniliśmy kilka słów i w drogę do rowerowego, ciasnymi uliczkami wokoło rynku (święto ceramiki). Drugi bazar i znowu brat z żoną, oczywiście chwila na rozmowę. Zakup potrzebnego gadżetu i wyjazd z bazaru na Wesołej do sklepu z BHP, przesadziłem z ilością zakupionych rzeczy a kufer Nimant-a ledwo tę ilość przyjął. Wskoczyłem na obwodnicę i do Kruszyna, zlikwidować świerszcza u spawacza, pogawędka ze starym kumplem trochą zajęła i wyjazd do Świeborowic(Kruszyn II) przez główną do Kraśnika a po drodze nadjechał autem kumpel, machnął ręką na znak" tak trzymaj " i pociągnął mnie za sobą do swojej chaty i znowu krótka pogadanka i do kumpla obok co hale stawia dla swojego biznesu - ale czasu nie miał - to ja  zawrót i na Tomaszów, Szyczytnicę, Wilczy Las, Tomaszów (główną), Warta, Iwiny i R-a.:)
Dużo chmur i nie wiadomo czy ciepło czy chłodno, temperatura byla taka jakaś nijaka ale jazda wyborna. trochą wiało lecz deszczu nie było widać nawet nad horyzontem.:)
Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
43.43 km 0.00 km teren
01:30 h 28.95 km/h:
Maks. pr.:44.50 km/h
Temperatura:20.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Przedwczorajsza trasa

Piątek, 22 sierpnia 2014 · dodano: 22.08.2014 | Komentarze 0

Dziś żonce brakło czasu więc czas Nimanta nastał, że późna pora to wybrałem trasę przedwczorajszą.  Oczywiście pięknym, nowym dywanikiem z Lubkowa do Tomaszowa, po prostu bajka. W Tomaszowie na przejściu dla pieszych dołączyłem do "szoszona" i razem do Kraśnika pruliśmy ile sił w nogach - tzn.Ja bo On to chyba na luzie - trochę pogawędziliśmy  i w Kraśniku Górnym przed mostkiem się rozstaliśmy. Przemknąłem koło cmentarza i przez główną drogę na boczniówkę  i do Bolca, obwodnica i Kruszyn, Łaziska i nie mogłem odmówić sobie poligonu pod Kozią..., Łaziska, Warta, Iwiny i R. 
W oddali kłębiły się chmury
i smugi z nich, do ziemi się wiły,
deszczu to zapowiedź była,
tam, w oddali gdzie pewnie samotny biker
do domu kręcił, 
zmoknięty bo chciał zdążyć
a chmura Go nakryła.:)


I Łaska Niebieska z za chmur spłynęła, a słońce do końca skryte zostało


Zapowiedź dożynek w Kraśniku a rower jakiś taki mały się zrobił.:)
Kategoria Regionalnie


Dane wyjazdu:
36.47 km 0.00 km teren
01:19 h 27.70 km/h:
Maks. pr.:52.20 km/h
Temperatura:26.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:7-NIMANT

Przelot...

Środa, 30 lipca 2014 · dodano: 30.07.2014 | Komentarze 2

Szybki przelot przez rynek w Bolcu, ku uciesze gawiedzi, szukającej wytchnienia i ochłody w napojach schłodzonych i lodach zimnych.;)
Chwila po ulicach miasta i na obwodnicę , rondo, Kruszyn i stałą przez poligon, Dużo rowerzystów a nawet bikerów.:)
Kategoria Regionalnie